W kalendarzu 3 marca. To Światowy Dzień Słuchu. Specjaliści ostrzegają, że mamy coraz większy problem z hałasem
Coraz więcej młodych ludzi ma problemy ze słuchem. Zbyt głośna muzyka, wszechobecny hałas związany z postępem cywilizacyjnym, ale też nierozstawanie się ze słuchawkami – to główne problemy, jakie zauważają dziś specjaliści. 3 marca przypada Światowy Dzień Słuchu.

Szacowany czas czytania: 03:26
Dziś 3 marca. To Światowy Dzień Słuchu
Jak o siebie zadbać, mówi Aleksandra Ulman – protetyk słuchu:
Aleksandra Ulman: Unikanie hałaśliwego otoczenia. Jeżeli już nie możemy uniknąć hałasu, bo na przykład mamy taką pracę, to używajmy ochronników słuchu. Ważne jest też to – to już głównie do młodszych osób – aby nie słuchać muzyki w tych słuchawkach dousznych na cały regulator. Po to są zabezpieczenia w telefonie, które informują nas o tym, „uważaj, przekraczasz maksymalny poziom głośności”, żeby tego nie robić, żeby tego nie przekraczać. My nawet nie czujemy, że coś się z tym słuchem dzieje teraz, ale za 10, 15, 20 lat zdecydowanie na badaniach słuchu będzie wychodził po prostu problem.
Co roku 3 marca specjaliści przypominają, jak ważna jest profilaktyka. Statystyki pokazują, że także w Częstochowie rośnie liczba młodych osób z ubytkiem słuchu. Nieleczone problemy mogą prowadzić do groźnych sytuacji – jak np. brak reakcji na sygnały ostrzegawcze na ulicy.
Aleksandra Ulman: Mogą być szumy uszne, wszelkiego rodzaju dzwonienie w uszach, piszczenie w uszach. W kolejnym kroku możemy złapać się na tym, że czegoś nie słyszymy i prosimy osobę o powtórzenie. Później może to być przekręcanie, rozmijanie się z sensem zdań. Pytamy o jedno, osoba odpowiada nam zupełnie coś innego i nie jesteśmy w stanie się dogadać. Powoduje to irytację u nas, u tej drugiej osoby, irytację otoczenia, w końcu takie osoby, które mają problem ze słuchem, zaczynają się zamykać w sobie.
Warto dodać, że u dzieci problemy ze słuchem mogą przekładać się na kłopoty w nauce – dodaje Aleksandra Ulman, protetyk słuchu. Badacze zjawisk akustycznych przypominają: nie narażajmy się celowo na zbyt duży hałas, szczególnie że i tak nie zdołamy od niego uciec na co dzień.
Marcin Zastawnik: Okazuje się, że w miastach, jeżeli nagle w mieście zrobi się cicho – pandemia dała nam piękny przykład tego – to zaczynamy się czuć nieswojo. My jesteśmy już tak przyzwyczajeni do tego dźwięku, do tego tła akustycznego, że my go musimy mieć.
Radio Jura: Mamy chyba też przesyt tych dźwięków, które niekoniecznie są dla nas korzystne…
Marcin Zastawnik: I to nawet w znakomitej większości przypadków. My nawet nie jesteśmy świadomi tego, że oddziaływuje na nas obecnie dźwięk, który jest dla nas teraz szkodliwy, uciążliwy. Doskonałym przykładem jest coś takiego jeżeli pójdziemy do biura, pracujemy i wychodzimy z tego biura zmęczeni. W open space na przykład pracujemy przy komputerze. Umysł musi naprawdę ciężej pracować, żeby mógł zignorować pewne dźwięki, a skupić się na tym, co chcemy. Więc tu jest bardzo duży problem jednak.
– mówi dr. Inż. Marcin Zastawnik – specjalista akustyk z Uniwersytetu Jana Długosza w Częstochowie. Zwykle skarżymy się na zbyt głośny ruch uliczny, tymczasem hałas towarzyszy nam wszędzie – podczas wypoczynku nad morzem jak i w miejscu pracy.
Marcin Zastawnik: Mamy ruchliwą DK 91, która przejeżdża przez Częstochowę czy autostradę. Tam jest głośno i to jest zdecydowanie coś, czego nie chcemy. Jest to niepożądane, ale na plaży, gdy leżymy sobie nad morzem, jest troszkę mocniejszy wiatr. To tam hałas nad tym morzem, idąc sobie linią brzegową jest większy. Najgorszym rodzajem hałasu to jest cicha rozmowa, gdzieś obok, którą prawie rozumiemy. I wtedy chcąc nie chcąc umysł jakby tak zaczyna funkcjonować, że chcąc nie chcąc jakby nas to rozprasza. To jest bardzo duży problem. Więc jakby nawet tu nie chodzi tylko o to, jak głośny jest ten sygnał, ale też co to jest za sygnał.
– dodaje dr inż. Marcin Zastawnik z Instytutu Fizyki UJD w Częstochowie.