Biogazownia na osiedlu Kucelin Łąki. Lokalizacja zmieniona, obawy pozostały
Mieszkańcy Kucelina Łąki sprzeciwiają się nadal budowie biogazowni - taką inwestycję planuje się w Częstochowie. Temat wrócił podczas ostatnich obrad Rady Miasta.

Szacowany czas czytania: 02:40
Biogazownia na osiedlu Kucelin Łąki. Jej lokalizacja została zmieniona, ale obawy mieszkańców pozostały
Częstochowianie kolejny raz protestują, nie chcą szkodliwej ich zdaniem instalacji w bezpośrednim sąsiedztwie domów. Choć pierwotną lokalizację inwestycji zmieniono, nie rozwiało to obaw. Mówi Barbara Wolnik, mieszkanka osiedla Kucelin Łąki.
Barbara Wolnik: Zmieniła się co prawda niedużo i to jest raptem przesunięcie o szerokość drogi gruntowej. Bliżej jesteśmy, bliżej są działki ROD Walcownik. Mieszkańcy w linii prostej mają około 200 metrów do tej nowej inwestycji. Czy zostały wydane warunki środowiskowe dla tej inwestycji na tym nowym terenie? Pamiętajmy, że na tym terenie są wysokie wody gruntowe. Niedaleko jest zbiornik wód, więc jest rów, który doprowadza wodę do rzeki do Kucelinki, Poczesna, Sobuczyna to mieszkańcy też walczą. Mają dość smrodu, mają dość zanieczyszczeń.
Największe zastrzeżenia mieszkańców dotyczą uciążliwości zapachowych oraz potencjalnego wpływu biogazowni na komfort życia w okolicy. Protesty popierają także przedstawiciele sąsiednich dzielnic.
Miasto przekonuje natomiast, że obecna lokalizacja jest najlepsza dla tej potrzebnej realizacji. Wiceprezydent Częstochowy, Łukasz Kot zapewnia, że wszystkie decyzje podejmowane są z myślą o interesie mieszkańców i rozwoju miasta.
Łukasz Kot: To są tereny hutnicze, przemysłowe w tym mieście od 150 lat. W Częstochowie mamy też przeważające wiatry południowo-zachodnie, co oznacza, że wieją z południowego zachodu, czyli wieją w kierunku lasów, które się mieszczą w obecnym walcowni huty. Nie ma lepszego miejsca w Częstochowie na tego typu inwestycje, chyba że chcemy, żebyśmy wszyscy solidarnie zaczęli płacić kary za nieosiąganie poziomu zysku, bo biogazownia jest przewidziana na odpady, które produkujemy sami jako częstochowianie brązowych koszach. Chcemy, żeby miasto te odpady zgodnie z przepisami zagospodarowało i nie ponosiło opłat. A przypomnę, że wszystkie opłaty i kary płacimy z podatków mieszkańców.
Mieszkańcy domagają się przejrzystych analiz i większego udziału w procesie decyzyjnym. Mówi Dawid Blukacz, radny dzielnicy Raków.
Dawid Blukacz: Tam jest blisko rzeka, są to tereny mocno zalewowe. W związku z tym, co za dzieje się w sytuacji, kiedy nie daj Boże przytrafi się powódź i te wody wpłyną na teren tej biogazowni i jak to później będzie rzutowało na nieruchomości, które są dookoła? Oni (mieszkańcy – przyp. red) na ten moment mają tam zakaz budowania się. Nikt od nich tych nieruchomości nie będzie chciał odkupić. Sytuacja, w której za płotem powstaje im bardzo problematyczna inwestycja, a miasto nie chce od nich wykupić tych terenów, bo uważa, że procedura wywłaszczenia tutaj nie powinna mieć miejsca. Tak de facto, jak oni są potraktowani? Jak piąte koło u wozu.
Częstochowianie oczekują też, że władze miasta przeprowadzą szerokie konsultacje społeczne w tej sprawie. Na razie nie zapadły żadne wiążące decyzje. Sprawa pozostaje otwarta.